…ale mam go w domu. Mam (prawie) dwulatka i jego bunt :) Nie chce mi się najczęściej wierzyć w mądre teorie na temat dzieci i dziwiłam się, kiedy koleżanki opowiadały, że dwulatek się buntuje. Nasz jest przecież taki grzeczny… Do czasu :)

Wymuszanie, krzyki, rzucanie się na podłogę (skąd u dzieci  to ostatnie? normalnie jakby to widziały wcześniej na filmie, może im coś wyświetlają przed porodem ;) ).
I nieodłączne „nie” na każdą prośbę czy propozycję. Najśmieszniejsze jest to, że czasem po tym stanowczym „nie” i tak bez problemu robi to, o co się prosi, ale to magiczne słowo musi się pojawić. Dziś testowałam nawet co odpowie na pytanie: Czy lubisz ciasteczka? I czy lubisz jeździć autem? (oczywiście uwielbia). Odpowiedź: „Nie!”

Cóż podobno bunt dwulatka przechodzi, często bez śladu… Zobaczymy, mam nadzieję niedługo. Ważne jest natomiast, żeby nie ulegać, żeby dziecko wiedziało, że rodzic nie zgadza się na wszystko. Podobało mi się opisanie tej sytuacji w książce „Rodzice w akcji”, o której pisałam tu http://cudzycia.wordpress.com/2013/03/02/dlaczego-dzieci-nie-wiedza-ze-jest-weekend/
Autorzy podają dwa powody, dla których należy dziecku odmawiać i stawiać granice. Po pierwsze, bo nie warto się na wszystko zgadzać, dziecko musi wiedzieć, że są rzeczy, których nie wolno. Drugi powód jest ciekawszy, dziecko odmawiając lub wymuszając coś testuje rodziców, sprawdza na ile są silni. Jeśli mama lub tata ciągle ulegają, to tak naprawdę dziecko rządzi w domu, a to mu nie daje poczucia bezpieczeństwa. Gdzieś do jego podświadomości dociera informacja, że to ono jest silniejsze od rodziców i w sytuacji zagrożenia oni go nie obronią.

Bardzo ciekawy pogląd, który mnie przekonuje, więc wytrwale, równie często jak synek mówię „nie”, choć sporo mnie to kosztuje siły i emocji.
Jednak wierzę, że będą tego dobre skutki :)DSC_0086

About these ads