Chciałabym dziś króciutko opisać co robimy z naszą Marysią poza wizytami lekarskimi i rehabiltacją. Gdy kwestie zdrowotne są już opanowane, to bardzo ważna jest wszechstronna zabawa (nie chcę pisać praca, choć trochę tak jest) z maluszkiem z Zespołem Downa. Słyszymy to od wielu specjalistów, a przede wszystkim rodziców, no i oczywiście z internetu. Z ogromu wiadomości i propozycji wybraliśmy kilka, które staramy się codzienne w domu wspólnie robić. Polecam je każdemu rodzicowi, ponieważ są to zabawy stymulujące i rozwijające dla wszystkich dzieci, ale dzieciom z Zespołem Downa i z innymi wadami czy problemami przydadzą się szczególnie.

Marysia ma 4 miesiące.

Po pierwsze staramy się wykonywać proste ćwiczenia, które pokazuje nam rehabilitant, po drugie robimy przed każdym jedzonkiem masaż buzi Castillo-Moralesa.

Po za tym bawimy się stymulując wzrok, słuch i dotyk, a co za tym idzie pobudzamy mózg do wysiłku.

Korzystam z ćwiczeń zaproponowanych w książce „Wczesna interwencja terapeutyczna” autorstwa J. Cieszyńskiej i M. Korendo. Uważam, że są tu super propozycje zabaw. (książkę opiszę szczegółowo w kolejnym wpisie, bo jest tego warta).

Otaczamy Marysię wieloma czarno-biało-czerwonymi obrazkami. Maluchy od urodzenia widzą kontrastowe barwy, przede wszystkim biało-czarne, a od trzeciego miesiąca czerwone. Zatem kupiliśmy jej otulacz do łóżeczka w tych kolorach i od początku widzę jak przyciągają jej wzrok i się w nie wpatruje :). Po za tym wydrukowałam jej obrazki tego typu (znalazłam w internecie biało-czarne i sama dodałam elementy czerwone).

cz-b8 cz-b2

Te obrazki są proste, kontrastowe. Pokazujemy je kilka razy dziennie opisując co na nich widać. (specjalistą od tego jest Jaś mówiący: „Marysiu kółko” 🙂 brzmi to przekomicznie, ale jest to wypowiadane z takim ciepłem i mądrością starszego o 1,5 roku brata, że chyba działa najlepiej).Marysia dostała też książeczkę, a raczej plansze „Sokole oczka”, które spełnia podobne funkcje, tylko jest przygotowane przez specjalistów i podana jest kolejność kiedy wprowadzać następne plansze. Można tak próbować, ale myślę, że te zrobione przeze mnie nie są gorsze.

sokole-plansze

(źródło: http://tublu-blog.pl/tag/sokole-oczka/)

Po za tym kilka wydawnictw drukuje biało-czarne książeczki dla niemowląt, mamy jedną z nich, ale równie dobrze można je robić samemu.

Wprowadzamy też kolorowe książeczki, oglądamy i opowiadamy sobie co na nich widać.

Poza tym oczywiście standardowe grzechotki, karuzelki, pozytywki w łóżeczku i na macie.

Postanowiliśmy także wprowadzić naukę czytania globalnego metodą Domana. Bardzo mi się ta metoda podoba, choć słyszałam sporo głosów krytycznych, natomiast uważam, że jest rozwijająca, prosta i niewymagająca czasowo, więc ją stosuję. Plansze powinno pokazywać się 9 razy dziennie, mnie jak się uda 5, to jestem zadowolona. O Domanie też jeszcze planuję napisać.

Ważne są także wierszyki, rymowanki, tu świetną pomocą, poza powszechnym Brzechwą i Tuwimem, jest dla mnie książka „Pan Pierdziołka spadł ze stołka”, gdzie można znaleźć mnóstwo wyliczanek i wierszy z naszego dzieciństwa, co pozwala na mówienie wielu wierszyków, a nie w kółko tych samych, co jest bardziej męczące dla rodzica niż dla dziecka 🙂 Książka niestety ma według mnie koszmarne ilustracje, ale nie to jest tu najważniejsze. Ważne są krótkie rymowane, rytmiczne wyliczanki.

pan-pierdzioka-spad-ze-stoka-powtarzanki-i-piewanki_177085(źródło: http://ksiegarnia.pwn.pl)

Staram się dużo śpiewać, bo to jest niezwykle rozwijające i uspokajające. Czasem jak brakuje mi pomysłów, to włączam płytę, dla dziecka nie ma to znaczenia, bo średnio docierają do niego takie dźwięki, więc puszczenie muzyki nie załatwia sprawy, ale rodzicowi jest łatwiej śpiewać z płytą.

Chodzimy też raz w miesiącu  do łódzkiej filharmonii na zajęcia dla maluchów „Baby boom bum”. To ciekawa propozycja dla najmniejszych, prowadzona specjalną metodą i oczywiście na dobrym poziomie muzycznym, fajna zabawa. Zajęcia są niestety na różnym poziomie, ale na pewno inspirują, pokazują co można robić z dziećmi w domu.

Dziś kupiłam też książkę „Od zabawy do mówienia” i też o niej napiszę, bo wygląda ciekawie, a zawiera zabawy logopedyczne dla niemowląt i małych dzieci.

Jak tak się to spisze w jednym miejscu, to wygląda na pokaźną liczbę zabaw i zajęć, ale w większości są one naturalne i tylko trzeba być trochę ich świadomym, a później to już samo idzie. Miałam moment, że spisywałam, co danego dnia zrobiłam, ale to bezsensu, bo po pierwsze nie można wprowadzić sobie takiego rygoru, po drugie trzeba się dostosować do dziecka i jego nastroju tego dnia, a przede wszystkim się bawić i mieć z tego przyjemność!

Advertisements