To dziś 🙂

Dzień, w którym warto pamiętać szczególnie o dzieciach, o maluchach w brzuszkach mam, o osobach starszych, o niepełnosprawnych.

Wiedziałam, że chcę zaznaczyć to święto na blogu, ale cały dzień się zastanawiam, o czym napisać. Dla mnie wiele tych aspektów, które są przy tej okazji poruszane jest banalnych: że dziecko ma prawo żyć bez względu na to czy jest u mamy pod sercem czy się już urodziło, czy jest zdrowe czy chore, czy poczęło się z gwałtu czy nie. Po prostu ma prawo żyć jak każdy. I jak się tak nad tym zastanowię, że ktoś to rozważa, że mówi o prawie matki do swojego życia i takie tam dziwne dywagacje, to nie pojmuję o co chodzi?! Przecież to takie oczywiste. Ech, ale żyjemy w konsumpcyjno – egoistyczno – hedonistycznym świecie i pewnie to właśnie stąd się bierze. No może nie zupełnie tylko w takim świecie żyjemy, ale właśnie ten dość głośno o sobie przypomina.

I znowu same banały przychodzą mi do głowy, ale może tylko dla mnie one są oczywiste, a może nawet jeśli takie są dla większości, to warto o tym przypominać? Jeśli pozwala się na zabijanie dziecka poczętego, to dlaczego nie zabić tego, które się już urodzi, jeśli okaże się niechciane lub chore? (tak z resztą dzieje się bodajże w Holandii i Kanadzie). A jeśli możemy zabić dziecko to dlaczego i nie dorosłego?
„Grypa  – OK możesz pożyć, ale już zapalenie oskrzeli, zastanowimy się”. Przesadzam, przerysowuję? Tak oczywiście, ale to co wydaje nam się dziś przerysowane, za chwilę może okazać się codziennością. Dlaczego zabijane są dziś dzieci z Zespołem Downa i innymi niepełnosprawnościami? Nie wiem. A może za chwilę będziemy zabijać dorosłych z tymi wadami, albo kilkuletnie dzieci?

Wiele osób podejmuje adopcję dziecka poczętego właśnie w Dzień świętości życia. Tak jest od wielu lat. W okolicach ostatniego Bożego Narodzenia w kilku miejscach w Polsce do tzw. okien życia oddano kilkoro dzieci….Przypadek? A może one właśnie urodziły się po 9 miesiącach od początku tej modlitwy? Przez całą ciążę były nią objęte. Ich mamy wahały się nad aborcją, ale dzięki niewidzialnej, anonimowej modlitwie te dzieci się urodziły, nie mogły z różnych powodów zostać ze swoimi mamami, ale żyją.
„Przypadek” powiedziałam sobie jak o tym usłyszałam…Ktoś nadinterpretowuje rzeczywistość…
Taaa…przypadki to są w gramatyce. Nie chce się wierzyć w takie „czasowo-przypadkowe” skutki…No to możemy sobie nie wierzyć, ale to i tak się dzieje…… Na szczęście….

DSCN5846

Reklamy