Każdego dnia, niezmiennie jesteśmy zaskakiwani wypowiedziami Jaśka, jego wyobraźnią i powiedzonkami. Generalnie nie zmienia wymowy słów, ale ma kilka perełek, w tym pimdororek i wigonono.  🙂 Jednak o wiele lepsze są dialogi.

Jaś zakłada moje buty. Pytam:

– Co robisz?
– Idę do pracy.
– A co będziesz tam robił?
– Pisał maila.
– A do kogo?
– Do mamusi.

Jasiek uwielbia się bawić w sklep. Przychodzi i mówi, że chce kupić dziubek (czyt. soczek), ciacia, itp. Ewentualnie przychodzi i mówi, że ma coś do sprzedania i trzeba mu zapłacić najczęściej 3 zł, czasem 3 grosze, choć ostatnio pojawiło się także 2zł i 5 zł. 🙂 Jest to zabawa bez rekwizytów, wszystko sobie wyobrażamy, przekładamy do niewidzialnych toreb, pakujemy do wyobrażonego bagażnika. Niezwykła zabawa i absolutnie wymyślona przez niego. Pewnego dnia Jaś przychodzi i mówi:

– Poproszę kilo marchewki
– Proszę – mówię i podaję niewidzialne warzywa
– O rety mamo, zapakuj w torbę, bo pobrudzę ręce.

Jemy z mężem ciasto. Podchodzi syn i mówi:
– Bardzo chętnie poproszę ciasto!

Marysia z Jasiem bawią się w pokoju. Słyszę jak Jasiek sprzedaje jej dziubek, namawia na cebulkę. Wchodzę i pytam
– W co się bawicie?
– W sklepik – mówi Jaś i odwraca się do Marysi
Stoję nadal i patrzę przez chwilę. Jasiek się odwraca i mówi:
– Idź już!

hmmm myślałam, że dzieci wyrzucają rodziców z pokoju jak są trochę starsze….

Marysia leży w kuchni na podłodze, bawi się grzechotką, którą wali w podłogę, przesuneła się do szuflady i mocno w nią puka (szuflada ma zdemontowany uchwyt) . Jasiek podchodzi i mówi:
– Marysiu nie naprawiaj szafki!

Jesteśmy w kościele. Mąż pokazuje Jasiowi krzyż i mówi:
– Tam jest Pan Jezus.
– A jaki? – pyta Jaś
– …. święty  – odpowiada tata (trochę to nieteologiczna odpowiedź, ale co tam 🙂 )
– A dlaczego?
– Bo to Syn Boży
– Aha  – odpowiada usatysfakcjonowany Jasiek

Reklamy