Oj dawno mnie tu nie było…wiele się dzieje. Jeszcze nowy grafik wrześniowo-zajęciowo-rehabilitacyjny nie ogarnięty, a tu październik. Z nowym grafikiem, zajęciami na uczelni, nowymi wyzwaniami…
Już prawie miesiąc temu odbyło się nasze spotkanie rodziców o metodzie  Domana, a ja chciałam się podzielić przemyśleniami. Utrwalić je dla samej siebie. Choć już pewnie rzeczy, które mnie wtedy zainspirowały wcielam w życie.
Spotkaniu przyświecało hasło „Każde dziecko jest geniuszem”. I rzeczywiście wszystko się wokół tego kręciło. Prowadzący opowiedzieli i  pokazali nam jak bawić się z dzieckiem, aby je rozwijać. Tłumaczyli, że ten rozwój i chłonność malucha do 5 roku życia jest niezwykły i tak naprawdę nie ma granic (chyba, że zanudzimy dziecko, ale to raczej naszą monotonnością, a nie ilością). A im mniejsze dziecko tym lepiej.
Podobało mi się, że metoda Domana była omawiana w wielu aspektach, nie tylko czytanie i matematyka, ale też rozwój ruchowy i bity encyklopedyczne, które dla mnie są odkryciem.
My do tej pory bawimy się w czytanie (odkąd Marysia skończyła 3 miesiące, teraz ma prawie 11).
Na dniach chcemy rozpocząć matematykę. Trochę przerażał mnie system Domana, z kropkami, ale po spotkaniu okazuje się to bardzo odkrywcze i ciekawe. Co prawda usłyszałam także opinie, że matematyka Domana nie zawsze sprawdza się u dzieci z ZD, ale chciałabym spróbować. Nie zaszkodzę na pewno. To co podoba mi się w tej metodzie uczenia matematyki to dwie sprawy. Po pierwsze pokazujemy dziecku kropki, a nie cyfry (na początku). Czyli nie uczymy abstrakcyjnego symbolu jakim jest cyfra, ale ilości, że np. pięć to jest konkretne ilość. Później dopiero przechodzimy w działania na kropkach i zamieniamy plansze z kropkami w cyfry. I to jest druga ciekawostka. Na kropkach pokazujemy działania matematyczne, już rozwiązane, czyli 4 kropki plus 6 kropek równa się 10 kropek. I takimi seriami jak pokazujemy wyrazy pokazujemy działania. Dziecko „łapie” język matematyki, zaczyna rozumieć jej zasady. Matematykę traktuje jak język obcy i sam wyłapuje niejako regułę (a w matematyce, w przeciwieństwie do języka nie ma wyjątków). Generalnie zachwyciłam się takim podejściem. Jakie są realia i efekty, nie wiem. Natomiast jako zabawa, stymulacja, nauka ilości na pewno warto i w weekend kupujemy zestaw.
Kolejną kwestią był ruch wg Domana. Rzeczy takie, które już mniej nas dotyczą jak rynienka do pełzania, ale też interesująca drabinka, która nas kusi i opona do bujania, którą na razie zastępujemy okrągłą huśtawką z Ikei (czeka na instalację). Doman pisał też o pływaniu, co nas bardzo cieszy, bo Jasiek chodzi na basen od roku, Marysia od września (uwielbia to! w wodzie jest tak ruchliwa jak nigdzie indziej!).
I ostatnia kwestia to bity encyklopedyczne.
Pokazujemy obrazki/zdjęcia i do każdego na początku jedną informację. („To jest kot” ), przy kolejnym pokazywaniu dodajemy następną informację („To jest kot. Kot jest ssakiem”), itd. na początek chyba dobrze jest dochodzić do 5 informacji. Obrazki pokazujemy w seriach po 5 (ja tak robię), czyli tak samo jak z wyrazami i matematyką. Dobrze jest pogrupować bity encyklopedyczne w serie tematyczne. Ja na razie mam dwie – zwierzęta (ale zdjęcia, bo do tej pory mieliśmy obrazki) i malarstwo. Z tym malarstwem, to się sama trochę przestraszyłam, że przesadzam. Po co moim maluchom pokazywać „Damę z łasiczką”, obrazy Moneta, Velazqueza czy Memlinga. („No przegięłam”- myślę sobie, wyklejając je wczoraj wieczorem). Jednak dziś zaryzykowałam i zaczęłam je pokazywać. Marysi ewidentnie podobały się kolory, inne niż w książeczkach, a Jasiek zaczął dopytywać o szczegóły, co spowodowało ciekawą rozmowę i już to jest rozwijające („a dlaczego ta pani ma brudne włosy?” – patrząc na kobietę z wpiętymi kwiatami. A na obraz „W łodzi” Maneta:
– a gdzie oni siedzą?
– w łodzi – odpowiadam
– a dlaczego?
– bo płyną po rzece albo po jeziorze
– a dlaczego?
– bo mają taką wycieczkę
– a dlaczego?
– Jasiek!
– a co oni tu mają?
– daszek
– a dlaczego?
– bo jak będzie padał deszcz to nie zmokną
– a dlaczego będzie padał deszcz?
– Jasiek!
Nie wytrzymałam. Zabrałam obrazki.
analiza dzieła tjaaa….
Marysia wsłuchana. Zaczyna mówić „babababa”. Jasiek na to: „ja nie jestem Baba, tylko Jasiek Pytasiek!”
Wszystko jasne)

DSC_0914DSC_0919
Inne tematy, które sobie wymyśliłam do bitów to: kształty (mam już), kolory (też mam – prostokąty z papieru kolorowego), pojazdy, ptaki, owady, kwiaty, drzewa, owoce, warzywa, kompozytorzy (tu może być połączenie z puszczaniem muzyki poważnej – słyszałam o takim patencie w przedszkolu), instrumenty, kuchenne przedmioty, sławni ludzie, zabytki, architektura, kontynenty, części ciała, sporty.
Oczywiście nie można wszystkiego naraz i nie może być to oderwane od rzeczywistości. Jak mamy kolory, to wszędzie nazywamy kolory klocków, zabawek, itd. Jak instrumenty to staramy się ich używać i grać. Zobaczymy jak wyjdzie.

Tak jak matematykę i wyrazy można bez problemu kupić (choć matematyka najczęściej nie ma dobrych wymiarów, które wg Domana powinny być 28x28cm), to z bitami encyklopedycznymi jest problem. Ja nie znalazłam. Ale robię sama i tak jest chyba najtaniej. Kupiłam w antykwariacie albumy ze zwierzętami (po 7-10zł) i stare numery czasopism o malarstwie (po 2,8zł) i wycinam. Naklejam na kartki z bloku technicznego, opisuję z tyłu i mam! (oczywiście nie tak od razu, najpierw dwa tygodnie próbowałam znaleźć czas, żeby pójść do antykwariatu, później książki odleżały swoje, po kolejnym tygodniu już udało mi się wyciąć wybrane zdjęcia, a po paru dniach nakleić, opisałam 5, kolejne 20 czeka…)

Jeśli chodzi jeszcze o pokazywanie to wszystko tak pięknie wygląda w teorii, ale jeśli mamy 2-5 serii wyrazów (wg Domana powinno być 5), które trzeba pokazać min. 3 razy dziennie (ja mam 2 serie), tak samo z matematyką i bitami encyklopedycznymi, to trzeba być niesamowicie zorganizowanym i się nie pogubić (do tego powinno się robić minimum 30 min. przerwy między seriami). Nie powinno się też pokazywać wszystkiego naraz. Ale to jest teoria 🙂 Jak zaczęłam dopytywać prowadzącego spotkanie, jak to ogarnąć, to mi powiedział, że za bardzo skupiam się na technicznej stronie, to po prostu trzeba robić, tak jak nam wygodnie, jak dziecko lubi. Ja np. pokazuję serię słów i za chwilkę obrazków, bo jak już usiądę, żeby się z nimi pobawić to wykorzystuję. Ale nie zawsze mi to wychodzi, jestem nieregularna, ale się staram i uważam, że warto. Z resztą widzę po Jaśku jak on reaguje, że zapamiętuje nawet jak pokazuję coś rzadko (mieliśmy krótki epizod ze zwierzątkami po francusku i po tygodniu ich niepokazywania nadal na konkretny obrazek konia mówi cheval, a na motyla papillon, ale sprawdzałam 🙂 umie te obrazki nazwać też po polsku).
Uff sporo tego, ale to wszystko jest niezwykle frapujące…

A już jutro ruszamy do Gdańska na Konferencję na rzecz osób z Zespołem Downa. http://www.jatez.pl/i-pomorska-konferencja.html
Wiele mam oczekiwań wobec tego spotkania, mam nadzieję, że będzie inspirująco, że dowiem się sporo o suplementach, o nowych pomysłach na zabawę i stymulację z Marysią, może jakieś medyczne kwestie też będą przydatne. Postaram się to szybko tu opisać.

Reklamy