Nigdy z Nowym rokiem nie robiłam sobie planów i zamierzeń. Jakoś nie czuję tej daty, że coś ma się zmienić właśnie teraz. Żadnych obietnic o schudnięciu, czytaniu książek itp…
Ale tym razem mam plany. Chyba wynika to z tego, że ostatnio żyjemy bardzo intensywnie, w biegu, w szarpaninie czasowej i trochę psychicznej. I postanowiłam, że w Święta odpocznę od obowiązków, rehabilitacji i nabiorę dystansu, przemyślę to, przegadamy z mężem. Wydaje mi się, że się udało. Na pewno odpoczęłam, dwa tygodnie bez jeżdżenia, do tego zarzuciliśmy wszelkie ćwiczenia w domu (hmm może nie ma się czym chwalić, ale było to potrzebne). Przede wszystkim Marysia zareagowała na to dobrze. Zaczęła się czołgać (nie jest to klasyczne pełzanie, ani raczkowanie), przesuwa się tam gdzie chce siłą rąk. Ciekawe co na to powiedzą panie rehabilitantki jak to zobaczą. Okaże się w środę… Do tego ładnie i częściej zamyka buzię, chyba odpoczęła od masaży. Także wszystkim wyszło to na lepsze. Jednak Święta się kończą i czas wziąć się do roboty. Chciałabym lepiej zorganizować naszą rehabilitację, trochę poprzekładać, poodejmować, pododawać, żeby było skuteczniej, wygodniej i po prostu z korzyścią dla wszystkich. Jak się uda, to się pochwalę. Druga kwestia to zabawy z Marysią w domu, chciałabym je usystematyzować, mieć zaplanowane konkretne działania, żeby to miało ręce i nogi, żeby nie było tego dużo, ale mądrze…  Jak to ułożę, to też się pochwalę. I kolejna rzecz to mój doktorat, który chcę i muszę ogarnąć. Czas start już od jutra.
Nie mówiąc już o lepszym ogarnięciu się domowo-sprzątaniowym, ale nie można mieć wszystkiego 🙂
Nie są to postanowienia dla pustych postanowień. Są mi naprawdę potrzebne, żeby było nam łatwiej i spokojniej. Musi się udać.
A teraz kilka słów o Marysi.
Marysia skończyła roczek, a dokładnie to ma już 13 miesięcy. Pięknie siedzi, zmienia pozycję kiedy i jak chce. W Święta zaczęła się „czołgać”. Jest niesamowicie kontaktowa i roześmiana, robi „brawo” i „pa pa”. Pokazuje gdzie ma brzuch, ale na golasa wychodzi jej to lepiej (jak brzuch jest pod bluzką to się nie liczy 🙂 ). Mówi: mama, baba, tata, dada. Uczymy się dawać, oddawać i wymieniać zabawki. Marysia ponad wszystko uwielbia basen, zajęcia trwają 30 minut, ale dla niej to mało. I cudowne jest to, że od jakiegoś czasu dzieci bawią się razem, przede wszystkim w strażaka (najczęściej ratują kotkę uwięzioną na drzewie) i w farmę (zwożą siano i zbierają jabłka z sadzie) :). Jaś inicjuje te zabawy, inspirując się bajką o Strażaku Samie i Traktorze Tom Tom.
Podajemy Marysi drugą dawkę cerebrolizyny i robimy badania pod kątem suplementów, które lada moment zaczniemy podawać.
A z innych optymistycznych akcentów zaczęliśmy nasz projekt z PFRONU, wczoraj odbyło się spotkanie organizacyjne z rodzicami. Było bardzo miło, super ludzie, wspaniałe kontakty. To będzie fantastyczny projekt, pierwszy z wielu…. 🙂

A na koniec historyjka z dziś. Pojechaliśmy obejrzeć szopkę przed łódzką katedrą. Są tam duże, naturalnej wielkości figury świętej rodziny oraz żywe zwierzątka: osioł i dwie owieczki. (kto nie był polecam, szopka funkcjonuje tylko do jutra).
Jaś pozachwycał się zwierzątkami, później przyglądamy się świętej rodzinie. Jaś mówi:- Ale Panu Jezuskowi jest zimno, jest golas, nie ma bluzki, a tu zimno przecież wieje.
– No tak, nie ma ubranka – odpowiadam
– Pewnie bluzka jest w praniu. Jedną Pan Jezus zakupkał, a drugą zazygał – stwierdza Jaś.
– No tak – duszę się ze śmiechu.
– A dlaczego mu mama nie założy nowej? – pyta
– wiesz, oni byli biedni, nie mieli dużo pieniędzy – tłumaczę
– no tak, a tu nie ma żadnego sklepu blisko. – mówi Jaś.
___
Panie Jezu byłeś przecież zwykłym dzieckiem, na pewno brudziłeś pieluszki i ulewało Ci się nie raz.
Nasz Jaś chyba pokazał nam zwyczajność, bliskość Boga….
Jak dobrze mieć dzieci…

Reklamy