Uf, uf dużo się dzieje, pomysły na kartce spisane, o czym chcę napisać na blogu, tylko czasu zawsze za mało, ale dziś się udało.
Chciałabym napisać o naszych ostatnich aktywnościach domowych, w co udaje nam się bawić i co dzieci lubią.
Niezmiennie rozwijamy się Domanowo. Fascynuje mnie ta metoda, a maluchy ją lubią, więc się bawimy. Obecnie wygląda to u nas tak: (codziennie staram się pokazywać):
– jeden zestaw wyrazów (5 wyrazów, a dokładniej 3 karty z wyrazami i 2 karty z prostymi zdaniami). Pokazuję 5 kart naraz, robię to 2 – 3 razy dziennie. Codziennie wymieniam jeden wyraz na nowy i tak po 5 dniach zmieniam zupełnie zestaw.
– jeden zestaw kropek, czyli 5 kart. Pokazuje 5 kolejnych „liczb”, a raczej tablic z kropkami. Kolejnego dnia odkładam najmniejszą i dokładam większą ( o rety, żeby było prościej – w poniedziałek pokazuję od 1 do 5, we wtorek od 2 do 6, w środę od 3 do 7, itd…). Pokazuję tak od miesiąca, więc jak łatwo wyliczyć dziś doszliśmy do 32 kropek.
– kilka zestawów bitów. Tu zależy co mi w ręce wpadnie. Obecnie mam teczki z bitami: zwierzęta, owoce i warzywa, instrumenty, malarstwo, zabytki. Natomiast na wierzchu mam przygotowane 2 zestawy bitów (obecnie malarstwo i zwierzęta), w każdym jest 5 obrazków i staram się pokazywać 2 zestawy dziennie po 2 razy. O dziwo dla Jaśka największą atrakcją jest malarstwo, zadaje mnóstwo pytań, rozpoznaje, dopowiada. (Aniu! – Dzięki za poszerzenie naszej kolekcji!). Marysi podoba się wszystko. Oczywiście tu także wymieniam obrazki, albo cały zestaw po 2-3 dniach, albo po jednym obrazku każdego dnia. Jestem dość nieregularna.

Mam jeszcze jeden zestaw, który jest mixem pomysłu Domana, metody krakowskiej i pomysłu naszej pani psycholog. Są to obrazki i podpisy do nich wywołujące sylaby. Marysia mówi mama, tata, dada, baba, papa, bebe (to ostatnie osiągnięcie! a wypowiadane jest na widok owieczki!). Na podstawie tych sylab pokazujemy obrazki do nich i odpowiednie podpisy. Po za tym porobiłam obrazki, aby zmotywować Marysię do nowych sylab, które będą innym zestawieniem tego co zna, np. me-me na kozę lub wywoływaniem nowych – bobo na dzidziusia. Fajna zabawa. (wywołujemy też samogłoski, np. „o” na zdziwienie, „u” – na huśtawkę. Choć równolegle pracujemy metodą werbo-tonalną, gdzie są inne symbole na samogłoski).
W wersji dla Jaśka – szuka podpisów pod obrazki, naprowadzam, albo zgaduje – radocha jest.

Drugą nowością jest stolik świetlny. Fajna zabawa, podpatrzyłam na kilku blogach, np. tu http://raaanyjulek.blogspot.com/2012/02/light-box-sto-swiet-l-ny.html
Choć nasz nie jest tak profesjonalny, to zabawa też fajna. Choć obawiam się, że u nas nie będzie zbyt częsta, przynajmniej w wersji z mąką, bo bałagan straszny do opanowania.
Nasz „stolik” jest zestawem dwóch pudeł i lampek choinkowych (rozebraliśmy choinkę). Najpierw większe, płaskie pudło, do niego wkładam lampki i przykrywam je drugim, płaskim, przeźroczystym, plastikowym pudłem. Na to wysypałam mąkę i ….rysowaliśmy.
Do tego zgaszone światło i…. emocje. DSC_0983
Atrakcją, którą mamy w domu już od dłuższego czasu jest huśtawka inspirowana oponą 🙂 czyli Ikea.

sava huśtawka ikea                                 (źródło: http://www.ikea.com)

To jest dopiero wspaniała zabawa! Po pierwsze łatwa, bo po prostu się huśtamy, po drugie dzieci włażą tam razem – kładą się na brzuchach lub na plecach obok siebie (huśtawka ma 90 cm średnicy). Jej zaletą jest to, że można się bujać w różnych kierunkach, można się kręcić, można robić te dwie rzeczy równocześnie, co dla Jaśka i Marysi jest najfajniejsze, mogliby z niej nie schodzić (ja, jeśli na niej siedzę, mam dość po minucie). Super ćwiczenie na błędnik, układ przedsionkowy. (ale nie każdy tak może, jeśli wasze dzieci mają jakieś dysfunkcje, to warto zapytać terapeuty czy wam wolno, żeby nie zrobić krzywdy). Do tego można do bujania dokładać różne zadania. Nam terapeutki Integracji Sensorycznej podpowiedziały, że można podawać różne przedmioty, żeby „w locie” dziecko chwytało, można wąchać zapachy, bujać się pod obciążeniem (na dziecku leży coś ciężkiego (ale z wyczuciem 😉 ), np. u nas wielka poduszka, można bujając masować ciałko masażerem, można zgasić światło i podawać świecące zabawki. Jednak warto pamiętać, że to są kwestie indywidualne, warto je skonsultować ze specjalistą.

I tak to wyglądają nasze zabawy. Nie zawsze, nie codziennie udaje się to robić, bo czas, zajęcia, obowiązki, chciałabym być lepiej zorganizowana, ale z drugiej strony trzeba się cieszyć z tego co jest :).
No, aż sama się dziwię, ile się udało zrobić. Choć najczęściej narzekam okropnie, że za mało robię, za bardzo chaotycznie itp…. ale dodając do tego konkretne podgonienie koncepcji mojego doktoratu, to nawet jestem zadowolona 🙂

Advertisements