Kto by pomyślał 🙂 Dziś mija dokładnie rok, kiedy zaczęłam prowadzić blog.
Dobre doświadczenie, ciekawe spostrzeżenia, ktoś to czyta (!), ja się dobrze bawię i utrwalam ważne chwile i dzielę się tym, co mam.
Szkoda, że nie zawsze są to regularne wpisy, ale się staram 🙂

A my wychodzimy z chorób, wiosna idzie i dość optymistycznie.
Choć martwi mnie ogromnie, że Marysia jeszcze nie raczkuje. Za kilka dni skończy 15 miesięcy, przemieszcza się czołgając (nie pełza), ale brakuje jej jeszcze do raczkowania trochę….Martwimy się i myślimy o tym co można jeszcze zrobić. Na razie kupiliśmy wielką matę do salonu, żeby przykryć śliskie panele, może pomoże.
Jednocześnie Marysia ładnie rozwija się poznawczo, nowe sylaby, naśladowania i najważniejsze: różne wygłupy i łobuzowania. Dziś znalazłam ją za fotelem jak buszowała w pudełku z płytami….
A Jaś oczywiście zarzuca nas nowymi powiedzonkami („położę to auto centralnie”, „generalnie Mamo to….”) Skąd on zna takie słowa??
Ostatnio pytam go jaki makaron chce na obiad:
– rurki?
– nie sznurkowy makaron – odpowiada.
Okazało się, że chodzi o wstążki.
No rzeczywiście jak może być makaron nitki czy wstążki, to sznurki też mogą być 🙂

I hit zupełny:
Rano budzi mnie głośna muzyka. Jaś przychodzi do mnie. Mówię:
– Tata puścił Ci Mozarta.
– Tak, bo nie mógł znaleźć Chopina. Ale jak nie chcę Mozarta. Mozart to nie jest to samo, co Chopin! (to ostanie zdanie prawie wykrzyczane z wyrzutem)
Na szczęście wieczorem (na szczęście dla nas, że nie jesteśmy do końca nienormalni). Pytam Jasia:
– To co Chopin czy Mozart?
– Kubuś Puchatek! – odpowiada.

DSC_7900

Reklamy