Rozkręcamy suplementację. Dodaliśmy Nutrivene (podstawowy, formuły na dzień i na noc), kurkumę. W kolejce czekają tłuszcze MCT.
Jestem przekonana, że to dobry kierunek.
Akurat złożyło się tak, że w ostatnich dniach uczestniczę w dwóch dyskusjach o suplementach, jedna jest na facebooku, druga mailowa. Rozmowy są spokojne, bez zarzutów jednej strony w kierunku drugiej.
Jednak głosy są różne. Jedni dają, bo wierzą, widzą, czytają i są przekonani. Drudzy nie dają, bo się obawiają (rozumiem), mają za mało argumentów, nie zgłębiają tematu (szanuję).
Są głosy, że przecież są dzieci, które bez suplementów osiągnęły dużo – są w tzw. normie intelektualnej (fuj! co za nazwa!), chodzą do zwykłych szkół, świetnie się uczą. To super! Tylko wydaje mi się, że to są mega rzadkie wyjątki!
Natomiast nieśmiało twierdzę (bo mam małe jeszcze doświadczenie), że to samo mogą (nie muszą) osiągnąć pozostałe dzieci z ZD, kiedy będą suplementowane. Jeśli mogę poprawić pamięć, komunikację, procesy myślowe, to to zrobię.
To nie jest tak, że jak się rodzi dziecko z ZD, to jest już zapisane  w jego genach, że nie nauczy się liczyć czy czytać. Może mieć z tym łatwiej czy trudniej, a jeśli możemy mu to ułatwić, to dlaczego nie.

To tylko kilka myśli, bo późna noc.

A zainspirowana dyskusją na fb zafascynowałam się ziołami. Byłam dziś w aptece i kupiłam kozieradkę, wrzos, lukrecję, lipę, brzozę, bez czarny i jeszcze kilkanaście innych ziół. Czytam, uczę się. Fascynujące…

Reklamy