Mieliśmy marzenie, żeby pojechać na kanonizację Jana Pawła II. Na początku wydawało się to niemożliwe, ale dość szybko przekonaliśmy się, że się uda. Ważna była motywacja, ludzie, myśli i modlitwy noszone w nas. Udało się! Byliśmy w Rzymie, małżeńska wyprawa, dzieci dzielnie z Dziadkami.
Zostało we mnie wiele obrazów. Najważniejszy: modlitwa przy grobie św. Jana Pawła II. Nie spodziewałam się, że uda nam się wejść do Bazyliki św.Piotra.  A okazało się, że nie było to trudne. Dla mnie to był najważniejszy, poruszający moment. Czas rozmowy….
Piękna była msza kanonizacyjna. Choć nie udało nam się wejść na plac św. Piotra, to pod Zamkiem św. Anioła też było dobrze. Niezwykłe było doświadczenie powszechności Kościoła, bo staliśmy pomiędzy licealistami z Rzeszowa (pozdrawiam serdecznie!), Japonkami, Argentynką, która płakała całą mszę, Francuzem mówiącym po polsku, młodą Czeszką, Murzynkami w kwiecistych strojach z księdzem w równie kwiecistym ubraniu i koloratce.
Po mszy uciekliśmy jak najdalej od tłumów, spacerując po Rzymie, bez pośpiechu, bez zegarka, beztrosko zupełnie pierwszy raz od baaardzo długiego czasu. Niesamowite było to uczucie: „nic nie muszę, nigdzie się nie śpieszę”. Ważne i potrzebne.
Zwiedziliśmy niezliczoną liczbę kościołów. Poza tymi najsłynniejszymi jak Santa Maria Maggiore, św. Jana na Lateranie, weszliśmy do kilku innych, które napotkaliśmy po drodze (co nie jest w Rzymie trudne). Największe wrażenie zrobiła na mnie kaplica św. Zenona w bazylice św. Praksedy, z przepięknymi bizantyjskimi mozaikami.
Dużym przeżyciem było odwiedzenie Bazyliki św. Sabiny, kościoła, gdzie mieszkał św. Dominik i tu oblókł w habit św. Jacka. Widzieliśmy też (chyba to było to) drzewko pomarańczowe zasadzone przez św. Dominika. No i jedyną znajomą osobę, którą spotkaliśmy w Rzymie, napotkaliśmy właśnie tu, a był to o. Maciej, który kiedyś pracował w Łodzi.

Nasz Rzym to jeszcze pyszne lody, kawa, a przede wszystkim ogromny, prawdziwy spokój, którego mam nadzieję wystarczy mi na długo….
20140427_181449

Advertisements