W wakacje wiedziałam, że nie uda się pisać regularnie, bo w lecie wszystko zwalnia, rozjazdy, mniej komputera, ale już we wrześniu miałam ambitne plany, żeby tu wrócić. Jednak szalone tempo września, który niespodziewanie szybko stał się październikiem sprawił, że jestem tu dopiero dziś.
Bardzo chciałabym wrócić do w miarę regularnego pisania, bo to lubię. 🙂
Wakacje w skrócie: bardzo udane. Morze, morze, wieś, wspaniali ludzie, spacery, pogaduchy, czas dla rodziny, bez gonitwy. Wypoczęliśmy, choć już trochę tego nie czuję, bo jesień jest bardzo intensywna. Wrzesień i październik minął nam na ustalaniu planów, zajęć dzieci i naszych, wersji było już wiele, ale w końcu, po kilku rewolucjach udało się ustalić w miarę stabilny plan.
Jestem zadowolona z zajęć Marysi, ma dużo logopedy, trafiłyśmy do super WWRu, kontynuujemy nasz ośrodek NFZtowy, dzieje się nasz projekt PFRONowy i daje się to wszystko ogarnąć, Marysia ma dni bez zajęć, ma swoje ukochane konie i basen. Natomiast Jaś zaczął nową przygodę z muzyką, czyli naukę gry na skrzypcach metodą Suzuki. Fantastyczna sprawa. Ma już za sobą pierwsze koncerty, gra dwie proste melodie i lubi te zajęcia, co jest najważniejsze. (choć trzymanie skrzypiec w odpowiedniej pozycji nie jest łatwe, jak to Jaś określił „skrzypce są zjeżdżajki”).
Ja natomiast wracam do mojego doktoratu i małymi kroczkami (bardzo małymi), ale w miarę regularnymi idę do przodu…
No i chodzi nam po głowie i wraca do nas nasze marzenie o założeniu przedszkola, szukamy, inspirujemy się, rozmawiamy z ludźmi. Bardzo podoba nam się model szkół Sternika, odwiedzamy, czytamy, rozmawiamy, zobaczymy, co z tego będzie….

Nie da się ukryć, że żyjemy szybko i intensywnie. Chciałabym czasem wolniej, spokojniej, ale chyba się nie da, a może nie chcę…

Reklamy